Centralny Port Lotniczy
–Projekt

Zarys problematyki
Geopolityka: Polska zwornikiem
Prognozy transportowe
Przyszłość kolejnictwa
Ekonomia i demografia
Zróżnicowanie gospodarcze
Obszar oddziaływania
Przyszłość lotnictwa
Prędkie koleje w służbie CPL
Teren CPL
Finansowanie
Zakończenie
Aneksy
Struktura portu lotniczego
Prędkie koleje w Polsce
Retrospekcja (Raport...)
Prehistoria projektu
Pozostałe materiały
Polityka zaniechań: PTP do 2025
Przepustowość lotnisk wzrośnie
Transport w perspektywie
30 lat
Grodzisk po raz trzeci
CPL Polski i wschodniej Europy
CPL nad skrzyżowaniem kolei
Zacofanie naszą szansą
ILUSTRACJE
INFORMACJE i linki
Strona główna

Grodzisk po raz trzeci

Streszczenie

Po raz pierwszy podwarszawski Grodzisk zasłynął 15 lipca 1845 roku, gdy pierwszy pociąg kolei żelaznej dojechał tam z Warszawy. Budując pierwszą magistralę kolejową na terenie Rosji, polscy inżynierowie przyjęli europejski rozstaw szyn, zapewniając nam bezpośrednią komunikację z resztą Europy. – Drugi raz zaczęto mówić o Grodzisku, kiedy budowana od 1971 r. Centralna Magistrala Kolejowa w 1977 r. dotarła do węzła warszawskiego. Od 1984 roku jeżdżą tamtędy pociągi ekspresowe do Katowic i Krakowa. Ponieważ od 20 lat ich prędkość na CMK nie przekracza 160 km/h, zapomnieliśmy już o tym, że budowano ją z myślą o tempie 250. – Trzecią, wielką szansę uzyska Grodzisk niebawem, kiedy władze zaakceptują projekt budowy centralnego portu lotniczego na idealnie płaskim terenie w powiecie Grodzisk Mazowiecki, w gminie Baranów, 3 km od autostrady A2, nad krzyżującymi się peronami: CMK-i (przedłużonej w przyszłości do Gdańska) oraz transeuropejskiej magistrali dużej prędkości W-wa - Łódź - Poznań - Berlin. Z projektem można zapoznać się na stronie <www.port-lotniczy.org>


160 lat polskich kolei

Po raz pierwszy podwarszawski Grodzisk zyskał sławę w 1845 roku, kiedy 15 lipca pierwszy pociąg kolei żelaznej przejechał z Warszawy do Grodziska. Tamtego dnia, 160 lat temu, zaczęła się era węgla i pary w Polsce. Budowana od 1840 roku kolej warszawsko-wiedeńska miała przynieść nam awans do grona najbardziej rozwiniętych pod względem technicznym krajów Europy.

Mimo że Polacy żyli wtedy w trzech różnych państwach, poczucie europejskości nakazywało im podążać śladem przodujących krajów Europy, za jakie uchodziły Anglia, Francja i Niemcy. Dziś wydaje się to naturalne, ale w połowie XIX wieku podjęcie się budowy magistrali kolejowej, dzięki której najbardziej na zachód wysunięta część imperium rosyjskiego miała uzyskać bezpośrednie połączenie z resztą Europy, stanowiło czyn bez mała heroiczny.

Jak żyło się w czasach "przedkolejowych"? Kiedy czytamy o Fryderyku Chopinie, urodzonym w 1810 r., że ten delikatny chopiec o słabym zdrowiu w każde wakacje przebywał setki kilometrów, odwiedzając znajomych na Mazowszu, Kujawach i Zamojszczyźnie, bądź udawał się do Krakowa, Dusznik i za granicę, do Berlina, Wrocławia, Drezna, by w końcu przez Wiedeń dotrzeć do Paryża – czy zdajemy sobie sprawę z tego, że w tamtych czasach podróżowało się albo konno, albo powozem, a w najlepszym razie dyliżansem pędzącym w tumanach kurzu po wyboistej drodze?

Zapoczątkowana w pierwszej połowie XIX wieku kolej żelazna była jednym z pierwszych przejawów rewolucji przemysłowej. Przejście od transportu konnego do kolejowego można porównać do skoku od liczydła do komputera. Docenienie cywilizacyjnej roli kolei przyspieszyło budowę nowych linii tak dalece, że w ciągu 50 lat Europę pokryła gęsta siatka połączeń kolejowych. A jeszcze przez przynajmniej pół wieku transport drogowy istniał tylko w wersji konnej. Silnik spalinowy to wynalazek z końca tamtego wieku, zaś transport samochodowy zaistniał właściwie dopiero po I wojnie światowej, wraz z przejściem do ery dróg bitych.

Początki integracji europejskiej

W trzy lata po uruchomieniu pierwszego odcinka kolei warszawsko-wiedeńskiej z Warszawy do Grodziska, gotowa była cała linia o długości 307 km, do stacji Maczki koło Sosnowca. Od 1848 r. z Warszawy można było dojechać w zasadzie bez przesiadki do Krakowa, Wiednia, Pragi, Wrocławia, Berlina, Paryża — ponieważ polscy inżynierowie przyjęli europejski rozstaw szyn, w odróżnieniu od dwóch krajów na krańcach Europy: Rosji i Hiszpanii, gdzie zastosowano większy rozstaw.

Pokrycie kontynentu gęstą siatką linii kolejowych należy dziś ocenić jako pierwszy krok ku integracji europejskiej. Niestety, w drugiej połowie XIX wieku na ziemiach polskich powiększał się rozziew między gwałtownie gęstniejącą siecią kolejową zaboru pruskiego/niemieckiego, a rachityczną siecią zaboru rosyjskiego.

Po odzyskaniu niepodległości, scalanie ziem polskich w granicach ustalonych na początku lat 20-tych wymagało zbudowania kilku linii magistralnych (np. Śląsk - Porty). O wyrównaniu dysproporcji między dawnymi zaborami (niemieckim i rosyjskim) jednak nie mogło być mowy. Przebieg granicy między zaborami można odtworzyć na podstawie gęstości sieci kolejowej sprzed I wojny światowej [mapka WEP, tom 14, str. 122].

Polska sieć kolejowa 1842 - 2000<br>©  Wielka Encyklopedia PWN, 2003, tom 14. s. 122<br>Zróżnicowanie gęstości sieci wyznacza granicę między zaborem pruskim/niemieckiam a rosyjskim. Po I i II wojnie światowej doszły linie zielone i niebieskie.
Polska sieć kolejowa 1842 - 2000
© Wielka Encyklopedia PWN, 2003, tom 14. s. 122
Zróżnicowanie gęstości sieci wyznacza granicę między zaborem pruskim/niemieckiam a rosyjskim. Po I i II wojnie światowej doszły linie zielone i niebieskie.

Po II wojnie światowej wiele linii kolejowych na ziemiach zachodnich i północnych nie zostało odbudowanych po ich rozbiórce przez Sowietów. Przystąpiono natomiast do forsownej elektryfikacji, poczynając od najstarszej linii "warszawsko-wiedeńskiej". A więc, przeszliśmy od rozwoju ekstensywnego do intensywnego. W rezultacie, w latach 70-tych Polska znalazła się ponownie w światowej czołówce -- tym razem pod względem stopnia elektryfikacji sieci kolejowej.

Pozbawiona regulacji rynkowej gospodarka socjalistyczna rozdmuchała zapotrzebowanie na przewozy towarowe do tego stopnia, że pod koniec lat 60-ych niektóre linie magistralne były już przeciążone. W 1969 pojawił się więc projekt budowy nowej linii Śląsk – Warszawa, która miała także stworzyć nowe połączenie z portami (w związku z planami zwiększenia eksportu węgla).

W lutym 1970 rząd zlecił opracowanie koncepcji Centralnej Magistrali Kolejowej, a prace budowlane ruszyły półtora roku później. Pierwszy odcinek CMK-i uruchomiono w 1974 r. Z końcem 1977 roku powstało nowe połączenie między Katowicami a Warszawą, na razie jednotorowe.

Przekorna dalekowzroczność

Głównym przeznaczeniem Centralnej Magistrali Kolejowej były masowe przewozy towarowe, przede wszystkim węgla - do nowych elektrowni w centrum kraju, a w przyszłości do portu węglowego w Gdańsku. Niemniej od początku przyjęto, że nowa linia będzie służyć także przewozom pasażerskim. Było to nowatorskie podejście, bo pierwsza w świecie kolej dużej prędkości, japoński szinkansen (linia Tokaido, między Tokyo a Osaką), a także projektowana pierwsza linia TGV Paryż - Lyon, były pomyślane wyłącznie dla ruchu pasażerskiego.

Polscy projektanci wyznaczyli parametry, które pozwalały na równoległy ciężki ruch towarowy i prędki ruch pasażerski (250 km/h): łuki o promieniu 4000 m (na starych liniach ok. 1000 m), pochylenie wzdłużne toru do 6 promili ("normalnie" do 12 promili) i przechyłka boczna 100 mm (co znaczy, że na odcinku 1 km tor wznosi się lub opada maksym. o 6 metrów, a szyna zewnętrzna na łuku leży nie więcej niż o 10 cm wyżej od szyny wewnętrznej).

Zatem CMK różniła się znacznie od projektowanej w tym czasie TGV Paryż - Lyon, dla której przyjęto aż 35 i 180 mm. Natomiast w odróżnieniu od Tokaido, a na podobieństwo TGV, nową polską magistralę poprowadzono z dala od miast, czyli jak autostradę. Kilka stacji rozmieszczonych na 224 kilometrach nowej linii słyżyło potrzebom technicznym. Wykluczono (w zasadzie) skrzyżowania z drogami w poziomie, choć nie zapewniono pełnego wygrodzenia linii.

Po wybudowaniu drugiego toru na całej długości, od Zawiercia do Grodziska Mazowieckiego (czyli Grodzisk po raz drugi!) w 1979 r. CMK stała się pierwszą wyłącznie towarową linią kolejową w Polsce. Dopiero w 1984 r. uruchomiono na niej ekspresy pasażerskie (Górnik i Krakus) z maksymalną prędkością 140 km/h. Od 1986 r. ekspresy te osiągały już 160 km/h — tyle co teraz.

Północny kraniec CMK (widok na południe)
Północny kraniec CMK (widok na południe).

Na równi pochyłej

Ostatnie 20 lat, to dla polskiego kolejnictwa staczanie się po równi pochyłej. Po 140 latach raźnego marszu do przodu, przez ostatnie 20 lat poruszamy się do tyłu. O ile w latach 70-tych polscy kolejarze (głównie dzięki godnej podziwu dalekowzroczności projektantów CMK-i) podążali za światową czołówką (Japonia i Francja) niemal krok w krok, wyprzedzając przy tym Niemców, Włochów i Hiszpanów, o tyle od tego czasu mamy już tylko regres.

Podarujemy sobie szczegóły tej degrengolady. Krótko mówiąc, mając na uwadze fazę projektowania, dzisiaj nasze opóźnienie w stosunku do światowej czołówki sięga 40 lat. (Może to niewiele, w porównaniu ze 100-letnim opóżnieniem w budowie podziemnych kolei miejskich?)

Co można zrobić? Gospodarka (kapitalistyczna) regulowana jest prawem podaży i popytu. Jeśli oferta kolei na linii otwockiej jest mniej atrakcyjna niż oferta przewoźników autobusowych, to mieszkańcy osiedli nanizanych na tę linię zapełniają ciasne pudła śmierdzących autobusów, a przestarzałe pociągi jeżdżą coraz rzadziej i wolniej po torach w coraz gorszym stanie. Zaskoczeni kolejarze bezradnie przyglądają się "zmniejszonym potokom pasażerskim" i nieufnie podchodzą do (kosztownych) zamierzeń modernizacyjnych.

Faktycznie, tylko radykalnie unowocześniona kolej może wykazać swą wieloraką przewagę (zwłaszcza ekologiczną) nad transportem drogowym. Niestety, kolejne rządy prześcigały się w obcinaniu wydatków na koleje.

Ogólne poczucie niemocy i niewiara w polską szansę każe pytać o opłacalność nowych inwestycji w kolejnictwie.

Otóż obliczając przyszłe zapotrzebowanie na przewozy pasażerskie na pierwszej francuskiej linii dużej prędkości Paryż - Lyon (LGV Sud-Est), ekonomiści SNCF nie wyobrażali sobie, iż po kilku latach w sezonowym szczycie zabraknie miejsc w pociągach jadących w odstępie 3 minut (z prędkością 300 km/h!), co zmusi koleje francuskie do wprowadzenia 16-wagonowych składów piętrowych [foto], ani też, że linia ta tak szybko stanie się wysoce dochodowa.

Podwójny skład TGV Duplex (piętrowy) na linii  Paryż–Lyon.<br>Foto: Peter Schokkenbroek [http://home.hetnet.nl/~pschokk]
Podwójny skład TGV Duplex (piętrowy) na linii Paryż–Lyon.
Foto: Peter Schokkenbroek [http://home.hetnet.nl/~pschokk].

Wiadomo od dawna, że podaż pobudza popyt, bądź też: okazja napędza zapotrzebowanie. Ta cecha gospodarki kapitalistycznej ujawniła się już w XIX wieku, kiedy linie kolejowe powstawały jak grzyby po deszczu.

Czy musimy pozostawać w tyle?

W tym czasie, w krajach zachodniej Europy kończył się okres zastoju w kolejnictwie, spowodowany ekspansją samochodu. Dostrzegłszy zgubny wpływ indywidualnej motoryzacji na środowisko, kraje UE postanowiły dzielić nakłady na kolej i drogi w proporcji 55:25. Ten podział obowiązuje do dziś.

Francja, Włochy, Niemcy, Hiszpania, Belgia i Wielka Brytania mają już linie kolejowe, po których kursują pociągi z prędkością od 250 do 300 km/h. Linie w budowie (Paryż - Metz - Strasbourg oraz Madryt - Barcelona) przewidziane są na 350 km/h (a także dla ruchu towarowego, do 120 km/h).

Niezadowoleni ze swojej "starej" Direttissimy Florencja - Rzym (250 km/h), Włosi do 2008 r. uruchomią 900-km linię Turyn - Mediolan - Bolonia - Florencja - Rzym - Neapol dla prędkości 300 km/h. Między Bolonią a Florencją (przez Apeniny) aż 93 % trasy pobiegnie w tunelach. Przed rokiem 2015 powstanie kilka 50-km tuneli kolejowych przez Alpy. Prędkim pociągiem można będzie dojechać z Londynu do Madrytu i Rzymu.

Na trasach do 800 km prędki pociąg wygrywa z samolotem: tania linia easyJet zawiesiła loty między Paryżem a Marsylią, bo SNCF sprzedaje tanie bilety na trzygodzinną podróż wygodnym TGV. Od kilku lat Air France obsługuje relację Paryż - Bruksela przy pomocy ... TGV (także dzięki temu, że pod lotniskiem Charles de Gaulle jest stacja na linii omijającej Paryż).

W czepku urodzeni

Czy to nie złośliwość snuć te bajki w czasach tragicznego stanu polskiego kolejnictwa? Przytłoczeni kaskadą afer, w scenerii rozgrywek toczonych przez polityków, z lubością nurzamy się w błocie płynącym z teczek.

Jednak przyszłość zbliża się wielkimi krokami: według przewidywań UE, w 2030 r. na mieszkańca Polski przypadnie dochód równy dzisiejszemu dochodowi Francuza, Niemca itd. Czy te pieniądze wydamy wyłącznie na nowy sprzęt elektroniczny i samochody, czy może Polacy okażą się jeszcze bardziej przedsiębiorczy i ruchliwi niż zachodni Europejczycy i zaczną masowo podróżować nowoczesnymi środkami transportu, czyli prędkimi kolejami i samolotami?

Położona na nizinie środkowo-europejskiej Polska jest z natury krajem tranzytowym, a zarazem wymarzonym terenem dla ekspansji prędkich kolei i lotnisk. Przez Polskę przebiegają główne szlaki z Zachodu na Wschód: kolejowe są w trakcie modernizacji do prędkości 160 km/h, a autostrada z zachodu na wschód ma utknąć na obrzeżach Warszawy. Nawet w Polityce Transportowej Państwa do 2025 r. nie ma mowy o autostradowej obwodnicy stolicy, ani o magistrali transeuropejskiej dużej prędkości.

A przecież mamy już zalążek sieci kolejowej dużej prędkości w postaci CMK-i, od początku projektowanej dla 250 km/h. I już 10 lat temu PKP miała plany budowy linii zachód - wschód dla 300 km/h [mapka]. Obecnie te plany chowa się wstydliwe pod sukno. Nie rozsierdzajmy kolejarzy takimi mrzonkami!

Szlaki międzynarodowe wg PKP (mapka sprzed 10 lat). Lokalizację CPL (czarny kwadracik) wyznacza przecięcie dwóch szlaków czerwonych.
Szlaki międzynarodowe wg PKP (mapka sprzed 10 lat). Lokalizację CPL (czarny kwadracik) wyznacza przecięcie dwóch szlaków czerwonych.

A może kolejarzom i Polakom w ogólności potrzeba jasnej perspektywy rozwojowej? Ostatnio na świecie rysuje się nowy trend: integracja lotnictwa z kolejnictwem i transportem drogowym (Air-Rail-Road Integration). Mając na uwadze perspektywę 10 do 30 lat, powinniśmy myśleć o zespoleniu lotnisk z prędkimi kolejami i autostradami. Przykładem modelowym staje się projekt nowego portu lotniczego Berlina, na skraju starego lotniska Schönefeld, gdzie tuż obok pobiegnie autostrada, a pod centralnym terminalem znajdzie się stacja dla (dalekobieżnych) ICE.

Grodzisk po raz trzeci

W Polsce jest takie miejsce 35 km na zachód od Warszawy, gdzie przedłużona o 8 km na północ CMK przetnie się najpierw z autostradą A2 i dalej z przyszłą magistralą transeuropejską. Centralny Port Lotniczy (CPL) może być ulokowany na idealnie płaskim terenie w gminie Baranów, w powiecie Grodzisk Mazowiecki, 3 km od A2, nad krzyżującymi się peronami CMK-i (przedłużonej w przyszłości do Gdańska) i magistrali W-wa - Łódź - Poznań - Berlin. Prędkim pociągiem dojedziemy pod sam centralny terminal w 12 min. z W-wy i w 27 min. z Łodzi, a w godzinę z Krakowa, Katowic i Poznania.

Drugi podobny port powinien powstać około roku 2030 między Katowicami a Krakowem (na północny zachód od Jaworzna), na przecięciu CMK-i (wyprowadzonej przez Wyżynę Krakowsko-Czestochowską w kierunku Czech) z nową linią dużej prędkości.

Tak jak Francuzi zaskoczeni zostali skokowym wzrostem popytu na przejazdy nowymi prędkimi pociągami, tak i my nie możemy dziś obliczyć, ile osób odczuje potrzebę udania się do miasta oddalonego o 300 km, choćby na jeden dzień, kiedy podróż będzie trwała niewiele ponad godzinę. Mało komu będzie opłacało się jechać trzy razy dłużej swoim samochodem.

Kto to wszystko sfinansuje? Inwestorzy, dostrzegający w tym swój interes. Bo Polacy mogą nie wierzyć w swą historyczną szansę, natomiast trzeźwo myślący kapitaliści wiedzą, jaki potencjał rozwojowy tkwi w tym narodzie.

Jeżeli idzie o udział państwa, to istniejąca linia (CMK) mogłaby pozostać własnością publiczną. Podobnie państwu powinno opłacać się zapoczątkowanie magistrali transeuropejskiej na odcinku Warszawa - CPL - Łódź. Natomiast pociągi na tych i innych nowych liniach z pewnością będą własnością prywatnych przewoźników.

Te dalekosiężne plany nabierają realności w świetle spodziewanego wzrostu dochodu narodowego i obiecanych dotacji unijnych. Pytanie: jak mogłyby one wpłynąć na kolejarskie plany strajkowe? Czy zaostrzyłyby, czy też złagodziły nastroje społeczne — nie tylko kolejarskie?

Rzecz sprowadza się do pytania: kiedy Polakom wreszcie obrzydnie narzekanie i tropienie afer? Rozwój bowiem odbywa się cyklicznie: po okresie defetyzmu przychodzi okres optymizmu. Wydaje się, że wchodzimy w fazę przełomu.

© Bogusław Jankowski <admin@port-lotniczy.org>
[Tekst powstał w lipcu 2005 r.]

<Poprzednia strona      Strona główna      Do góry strony     Ilustracje     Następna strona>


Projekt (oraz witryna) sponsorowany przez
Churchill-Jankowski Enterprises Ltd
Autorzy: Bogusław Jankowski i zespół

C-J

Editor (B. Jankowski) <master@airport-on-rails.org>
Webmaster: IGR-Neomedia <neomedia@igr.com.pl>
(Initially: R. Czapski <megar@megar.com.pl>)